Voo Voo – Bang, bang

Gdy ktoś pyta mnie o ulubiony polski zespół, moja odpowiedź od długiego już czasu jest taka sama: Voo Voo i Raz, Dwa, Trzy darzę miłością wielką i gorącą. Na koncerty czekam bardziej niż na zagraniczne gwiazdy (wyjątkiem jest Okean Elzy – ale muzykę ukraińską rozpatruję w osobnej kategorii. Przed ich warszawskim koncertem pewnie będę płakać przez co najmniej tydzień. I przynajmniej tyle po nim.), a kiedy w końcu się doczekam – doświadczam wielu wzruszeń i wychodzę naładowana pozytywną energią. I o tej pozytywnej energii będzie dzisiejszy wpis.

Większość piosenek Voo Voo działa na mnie w podobny sposób: wywołują uśmiech na ustach i przywracają dobre emocje. Wiem, jak to brzmi – ale taka jest prawda. Piosenki Wojtka Waglewskiego i jego kolegów z zespołu są niesamowicie pozytywne, ładne i pogodne. Tych ulubionych mogłabym wymienić kilka z kilku okresów działalności zespołu (np. „To, co zostanie” ze świetnej „Wszyscy muzycy to wojownicy” czy „Otwórz mi” pojawiające się także pod tytułem F-1 na debiutanckiej płycie „Voo Voo”, nie wspominając o takich klasykach jak „Flota Zjednoczonych Sił”, czyli w skrócie „Styks” czy „Nim stanie się tak”; nie mogę też pominąć „Puszczy” z albumu „Samo Voo Voo” i najwspanialszego refrenu świata: „Nieważne, że się gmatwa/Ma się udać i uda się!”), ale dzisiaj chciałabym się zatrzymać na piosence szczególnej: „Bang, bang”.

A co w niej takiego wyjątkowego? Powstała jako ścieżka dźwiękowa do reklamy pewnego banku. Ale to detal, nie warto się nawet nad tym zastanawiać (chociaż dzięki tej informacji niektóre wersy wywołują na twarzy porozumiewawczy uśmieszek), zwyczajna ciekawostka. Siłą tej piosenki jest jej tekst, na przykład pierwsza zwrotka:

Nie biadol, nie becz be
Nie marudź, nie męcz, bo
Wystarczy tylko ruszyć się
Na pogodny szlak do pogodnych dotrzeć stron

Naprawdę ważny jest tutaj też teledysk autorstwa Moniki Kuczynieckiej (jak przed chwilą doczytałam, robiła też teledyski dla DagaDany, Bajzla czy Czesława Mozila). Oglądałam go wielokrotnie i za każdym razem towarzyszył mi ten sam zachwyt. Coś podobnego odczuwam także przy klipie do piosenki „Kolyskova” niezrównanej kapeli Vopli Vidopliasova, ale o tym innym razem.

I na zakończenie – ten wpis dedykuję mojej współlokatorce. Miałyśmy zrobić plakat z jednym ze stworków z tego teledysku, pamiętasz? 🙂

P.S. A skoro już o Waglewskim mowa, to muszę wyrazić swoją radość z powodu bliskiej premiery drugiej płyty projektu Waglewski Fisz Emade.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s