30-Day Book Challenge: dzień 7.

Zanim przejdę do właściwej części wpisu, chciałabym przeprosić za kilka dni milczenia. Teoretycznie kolejne posty powinny pojawiać się codziennie, ale przegrałam ze studencką rzeczywistością i musiałam zrobić przerwę. Ale dziś wracam z kolejnym punktem wyzwania książkowego.

Dzień siódmy: książka, która doprowadza mnie do śmiechu

Pierwsze pytanie: czy ja w ogóle śmieję się, czytając książki? Zastanawiałam się dłuższą chwilę i doszłam do wniosku, że nie umiem na nie odpowiedzieć. Właściwie nie wiem, jakie są moje zewnętrzne reakcje na słowo pisane, zwyczajnie nigdy nie zwróciłam uwagi na to, kiedy (i czy w ogóle) szklą mi się oczy, śmieję się jak szalona czy kręcę głową z dezaprobatą. Zadanie mam więc trudne, ale w końcu udało mi się przypomnieć tytuły, przy których czytaniu mogłam się co najmniej uśmiechać. Zabawne, wszystkie pochodzą z kręgu wschodniosłowiańskiej fantastyki.

Po pierwsze, wspomniany już cykl Olgi Gromyko. Naprawdę się ubawiłam, czytając o przygodach W. Rednej. Nie będę więc się o niej rozpisywać, zaznaczę tylko, że właśnie ona przyszła mi do głowy jako pierwsza. Po drugie, „Wyższa magia” Kiry Izmajłowej. Tu również nie zabrakło humoru, choć było go zdecydowanie mniej niż w przypadku Białorusinki. Po trzecie, również już wspomniany „Nocny obserwator” Olega Diwowa. I wreszcie, „Arcymag” Aleksandra Rudazowa. Na początku cała idea i w ogóle humor wydały mi się trochę naciągane i generalnie odniosłam wrażenie, że autor (albo tłumacz?) szalenie sili się, żeby być zabawnym. Jednak w pewnym momencie pozwoliłam porwać się historii. I wtedy naprawdę zaczęły mnie bawić przygody sumeryjskiego maga, który wstaje z martwych po pięciu tysiącleciach. Po takim czasie można mieć problemy z przystosowaniem się do nowego otoczenia, a Kraol raczej nie garnie się do przyjmowania dobrych rad, wręcz przeciwnie: on wszystko wie najlepiej. Historia wciągnęła mnie do tego stopnia, że pożałowałam, kiedy skończył się drugi tom. Ale może to i dobrze – coś mi mówi, że potem mielibyśmy do czynienia z tendencją spadkową, a szkoda trochę, żeby zepsuć coś, co wyszło całkiem nieźle, nawet jeśli humor nie jest zbyt wyszukany. Ale czasem potrzebuje się właśnie tego.

Śmiałam się też przy wielu innych książkach, na przykład przy przygodach Ali Makoty, którymi zaczytywałam się w bliżej niesprecyzowanym okresie dzieciństwa. Zdecydowanie nasza polska bohaterka bije na głowę księżniczkę Mię z serii Meg Cabot. Myślę, że Ala Makota bawiłaby mnie nawet teraz, gdybym tylko zechciała sobie przypomnieć wszystkie jej pamiętniki. Chociaż… widziałam okładki nowego wydania. Cóż. Dobrze, że ja mam to pierwsze, mniej infantylne.

Właściwie… chętnie przeczytałabym coś naprawdę zabawnego. Może ktoś chce polecić mi jakiś tytuł?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s