30-Day Book Challenge: dzień 11.

Dzień jedenasty: książka, której nienawidzę

Nienawidzę to może zbyt mocne słowo, ale mam dziwne wrażenie, że angielskie „hate” ma trochę szersze znaczenie niż polskie „nienawidzić”. Ale nie o tym miało być, tylko o książce, którą obdarzyłam niechęcią.

>Najpierw chciałam rozpisać się o „Syzyfowych pracach”, które uważam za najgorszą powieść Żeromskiego („Ludzi bezdomnych” uwielbiam!), ale potem przyszło mi na myśl wspomnienie niezwykłe odległe…

W podstawówce  na liście lektur obowiązkowych znalazło się „Porwanie w Tiutiurlistanie” W. Żukrowskiego. I była to pierwsza lektura, której nie dałam rady przeczytać. Starałam się, naprawdę. W końcu zawsze lubiłam książki i raczej nie miałam problemu z czytaniem przymusowym – ja po po prostu chciałam czytać, nawet te nudne lektury szkolne (na przykład „Krzyżaków pochłonęłam w czwartej klasie podstawówki, przebrnęłam przez całe „Nad Niemnem” i tak dalej, i tak dalej. Problemy pojawiły się dopiero w liceum, kiedy przygotowywałam się do olimpiady.). Być może dlatego tak bardzo zapamiętałam to wrażenie, jakie zrobiło na mnie „Porwanie w Tiutiurlistanie”. Do dzisiaj nawet tytuł źle mi się kojarzy! Brzmi tak strasznie infantylnie, że – jeśli zawartość wyglądała podobnie – jestem w stanie nawet zrozumieć, dlaczego się poddałam. Właściwie nie pamiętam już nic: ani fabuły, ani stylu. Pozostało mi tylko wrażenie, że tej książki nie lubię i powinnam omijać ją szerokim łukiem. Cóż, może kiedyś się przełamię.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s