Rafał Wojaczek, parę wierszy

Wczoraj był dobry wieczór na poezję. Wzięłam do ręki pierwszy tom, który znalazłam na półce i w ten sposób trafiłam na Wojaczka. A zdążyłam już o nim zapomnieć. Spodziewałam się, że po lekturze paru jego wierszy uznam, że to już straciło swój urok, że to wszystko przestało być aktualne. Ale nie.

Znalazłam kilka tekstów, które zmusiły mnie do zatrzymania – do wstrzymania oddechu i przypomnienia sobie tych uczuć, które dawniej wywoływały. A potem po plecach przeszedł mnie ten sam, co dawniej, dreszcz.

Wojaczek nadal mnie wzrusza i porusza, co chyba ważniejsze. Ciągle drżę, gdy czytam „Dotknąć…” albo któryś z jego erotyków (na przykład „Mówię do ciebie cicho”). „W podwójnej osobie” nie przestaje budzić zachwytu. Na marginesie przy tym wierszu znalazłam swój dopisek: „Czy Wojaczek napisał coś lepszego?”. Może i napisał, ale ten właśnie utwór porusza mnie najbardziej ze wszystkich. Nieustannie. A fragment „Ruszam uchem/ach jak on umie ruszać” wywołuje uśmiech na twarzy. A co z „Poematem mojej melancholii”? Nie można go nie wymienić, nie można nie zachwycić się tymi kilkoma naprawdę celnymi zdaniami.

Chciałoby się powiedzieć więcej, wymienić jeszcze kilka tytułów… ale zostawię sobie trochę przyjemności na później. Dobrze czasem wrócić do czegoś, co zachwycało dawniej, bo może się okazać, że nic się nie zmieniło.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Rafał Wojaczek, parę wierszy

  1. Coś w tym jest, że pewne rzeczy: książki, muzyka czy filmy, z biegiem lat bledną i zostają odarte z dreszczu, który dawniej wywoływały – kwestia dorastania i innej perspektywy, ale są też, tak jak piszesz, takie książki, wiersze, które mimo upływu .lat, wciąż elektryzują. „Dotknąć…” to zdecydowanie mój ulubiony wiersz Wojaczka – wciąż tak samo na mnie działa, jak przed laty. Ale już na przykład, mój ulubiony wiersz w ogóle, z całej gamy wszystkich, które do tej pory poznałam:, „Z kroniki życia Lwa Tołstoja. ” Różewicza, jest już dla mnie czym innym niż parę lat temu, a mimo tego, że dziś interpretuję go zupełnie inaczej niż kiedyś, ulubionym być nie przestaje.

    • Ciągle się zmieniamy, więc nic dziwnego, że nie wzruszają nas już te same rzeczy, co kiedyś. Nie widzę w tym nic złego, a może nawet przeciwnie: dobrze, że nie stoimy w miejscu. I dobrze, że są jednak takie punkty zaczepienia (jak ten Wojaczek na przykład), które przypominają nam, że jesteśmy ciągle tą samą osobą. Zmienioną, ale tą samą.
      (Oho, wzięło mnie na filozofowanie).
      Aktualnie przypominam sobie „Portret Doriana Graya” – powieść, którą po prostu kocham. I dzisiaj pewne rzeczy odbieram już inaczej, uśmiecham się w innych miejscach, zamyślam nad innymi zdaniami, a niektóre akapity okazują się bogatsze niż kiedyś sądziłam. I myślę, że to coś pięknego 🙂

  2. Pingback: Mężczyźni mojego życia [1]: Marek Hłasko | Natalia Kościńska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s