Juraj Červenák, “Bohatyr. Smocza cesarzowa”

Dość szybko poszło, jak na tak spore tomisko. Ale jak wiadomo, są książki, które po prostu połyka się w całości i „Smocza cesarzowa” właśnie do nich należy. Nim jednak przejdę do właściwej części swoich zachwytów, zatrzymam się na moment na wydaniu. A konkretnie na błędach w nim, o których wspominałam już, pisząc o pierwszej części „Bohatyra”.

Po pierwsze, gdy zerkniemy na tylną okładkę „Smoczej cesarzowej” możemy się poważnie zdziwić. Widnieje tam informacja, że trzymamy w rękach pierwszą część trylogii o drużynnikach kniazia Światosława. Wywołuje to niemałe zamieszanie – która książkę w takim razie należy czytać jako pierwszą? Drugi, równie rażący błąd znajdziemy z kolei na skrzydełkach okładki. Są tam wymienione tytuły wszystkich części trylogii. W „Żelaznym Kosturze” mamy tam „Żelazny Kostur”, „Czarne serce” i „Jamę krzyczącej śmierci”. Rozumiecie już, do czego zmierzam? W drugim tomie przytoczone tytuły wyglądają trochę inaczej: „Żelazny Kostur”, „Smocza cesarzowa” i „Biała wieża”. Bardzo mnie zastanawia, jakie edytorskie niespodzianki szykuje dla czytelników trzecia część „Bohatyra”. I jaki w końcu będzie nosiła tytuł.

Ale to drobiazgi. Irytujące, to prawda, ale nadal drobiazgi. Ważniejsza jest treść i to o niej chciałabym tutaj napisać. Przede wszystkim w „Smoczej cesarzowej” można znaleźć dużo więcej odniesień do mitologii i wierzeń niż w „Żelaznym Kosturze”. Jest też więcej magii i zjawisk nadprzyrodzonych, istot demonicznych i postaci znanych z mitów. Nadal bardzo podoba mi się sposób prowadzenia wątku romantycznego, który pozostaje silnie w tle, choć częściowo determinuje działania Ilji, jednak w dużo mniejszym stopniu niż miało to miejsce w pierwszym tomie jego przygód.W „Smoczej cesarzowej” również dominują sceny akcji i opisy walk, w dalszym ciągu pozostają mocnym punktem powieści. Najbardziej jednak chylę czoło za to bogactwo legend, jakie Červenák wplótł w swoją historię i zinterpretował po swojemu.

Po lekturze drugiego tomu „Bohytara” utwierdziłam się w przekonaniu, że w końcu trafiłam na naprawdę dobre słowiańskie fantasy. I chcę go więcej, dlatego z niecierpliwością będę czekać na trzecią część, ale też liczę, że znajdę inne tytuły związane ze słowiańszczyzną. A może ktoś mógłby mi coś polecić?

***

– Na wszystkich bogów, to Yggdrasil! – wykrztusił Gudleif. – Środek światów, boski jesion, którego korona wspiera krainę bogów. Tam, na niedosięgłych wysokościach, wznosi się Walhalla, siedziba Odyna!

– Akurat – prychnął Mikuła. – To Wielki Dąb, a w jego koronie mieści się siedziba naszych bogów – Peruna, Dadźboga, pradawnego Swaroga…

– Przestańce – Jegor zdusił w zarodku nadchodzącą kłótnię. – Nie wierzę, by dało się ustalić, czy to dąb, czy jesion. Nie będziemy sprawdzać, czy w jego koronie mieści się Asgard czy słoneczny pałac Dadźboga. Musimy tylko dostać się na Bujan, prędko zrobić to, co trzeba, a potem jak najszybciej odejść.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Juraj Červenák, “Bohatyr. Smocza cesarzowa”

  1. Pingback: Czytelnicze podsumowanie 2014 roku « Natalia Kościńska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s