Aleksander Dumas, „Hrabia Monte Christo”

Nie wiem, od czego powinnam zacząć: od tego, że jest mi strasznie wstyd, że „Hrabiego Monte Christo” przeczytałam dopiero mając prawie 24 lata, czy może raczej od tego, że właśnie kolejny raz zakochałam się do szaleństwa?

Zacznę może od aktu skruchy: „Hrabia Monte Christo” to nie pierwsza i na pewno nie jedyna powieść, którą powinnam była przeczytać wiele lat temu. Nie zrobiłam tego, nad czym ubolewam, ale zdecydowanie bardziej cieszę się, że w końcu nadrobiłam zaległości. Pozostaje mi jedynie jakiś smutek, że tyle lat przeżyłam, nie znając tak wspaniałej historii, w której teraz przyszło mi się zakochać. W gruncie rzeczy to nic niezwykłego: nieustannie zakochuję się w powieściach i w płytach, w cudownych historiach i wzruszających utworach. Ot, taki już mój los.

Ale do rzeczy.

„Hrabia Monte Christo” to powieść przygodowa w najdokładniejszym i najlepszym tego słowa znaczeniu. Porywa już od pierwszych zdań, kiedy poznajemy młodego Edmunda Dantesa i od razu obdarzamy go sympatią. Tym trudniej potem zrozumieć nieszczęścia, które na niego spadają, i tym większe jest nasze, czytelników, współczucie dla niego. Z tego też powodu przez całą powieść trzymałam kciuki za hrabiego Monte Christo, choć niejednokrotnie jego działania budziły moje wątpliwości, a nawet pewną formę sprzeciwu. Ale to jest właśnie siła tej powieści! Bohaterowie nie są papierowi, nie są czarno-biali, nie są jednoznaczni. Oczywiście, są tu wyjątki. Na przykład Benedetto czy Carderousse albo rodzina Morrelów z drugiej strony barykady. Pozostali jednak wiodą „normalne” życie, na którym ich wcześniejsze zbrodnie kładą cień dopiero pod koniec powieści, zamieniając ich egzystencję w koszmar. Przecież sam Monte Christo często budzi wątpliwości natury moralnej, prowadząc dość zbytkowne życie i bawiąc się (bo trudno to inaczej nazwać) uczuciami innych osób, często niewinnych.

Nie tylko kreacja bohaterów zasługuje na pochwały i zachwyty, ale także sposób prowadzenia narracji – trzymający w napięciu od początku do końca. Przez większość czasu czytałam tylko w komunikacji miejskiej, ale trzeci tom pochłonęłam właściwie w jeden dzień. I to cud, że w ogóle poszłam wczoraj spać, bo niezwykle kusiło mnie, żeby przeczytać go za jednym razem. Nic dziwnego, że „Hrabiego Monte Christo” uznano za największy sukces Dumasa. Wyobrażam sobie, jak jego czytelnicy czekali na każdy kolejny odcinek… Aż im trochę współczuję.

Tak teraz sobie pomyślałam, że gdyby ktoś mnie zapytał, co najbardziej podobało mi się w tej powieści, musiałabym odpowiedzieć, że wszystko. Nawet wątki miłosne, które zajmowały sporą część historii i były dość naiwne. Jedyne, co mnie naprawdę irytowało, to zwroty do czytelnika i zdrobnienia – Walentyna o panu de Noirtier nieustannie mówiła „dziadzio”. Ale muszę tutaj też przyznać, że bardzo pasowało to do całej jej postaci.

Słowem podsumowania: kto nie czytał, niech szybko nadrabia!

***

Wtedy Dantesowi momentalnie rozjaśniło się w głowie: wszystko, co dotychczas było mrokiem, stanęło jakby w pełnym blasku dnia. Owe nagłe wahania Villeforta zachodzące w toku śledztwa, zniszczeniu listu, przysięga niemal wymuszona, ten prawie błagalny głos sądownika, który miast grozić, zdawał się prosić – wszystko to stanęło więźniowi przed oczami; krzyknął, zatoczył się jak pijany, potem skoczywszy ku otworowi lochu, co prowadził do jego celi, rzucił”

– Ach, muszę być sam, żeby pomyśleć o tym wszystkim!

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Aleksander Dumas, „Hrabia Monte Christo”

  1. Ok, są zachwyty i zakochanie się w książce. Będziesz żyć. 8) *odkłada rapier na stojak*
    Monte Christo ❤ Jeden z moich pierwszych mężczyzn życia. ^^ Jest absolutnie doskonały. *___* Tym bardziej boli, że filmy tak gwałcą jego i jego historię. :/

    • Uf! *oddycha z ulgą*

      O, tak, jest cudowny! ❤
      Żadnego filmu w całości nie widziałam i planuję nadrobić. Ale już teraz czuję, że żaden nie będzie mógł się równać z książką.

  2. Pingback: Czytelnicze podsumowanie 2014 roku « Natalia Kościńska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s