Dan Brown, „Kod Leonarda da Vinci”

Za „Kod Leonarda da Vinci” zabrałam się ze zwykłej ciekawości: skoro tyle ludzi się zachwyca, to przecież musi istnieć powód, prawda? Niestety, doświadczenia ze „Zmierzchem” i innymi tego typu bestsellerami jednak niewiele mnie nauczyły; to była niezwykle męcząca lektura.

Będą spojlery.

Zacznę od języka, jakim napisana jest powieść. Bardzo często miałam wrażenie, że nie czytam bestsellera, którym zachwycają się tysiące osób na całym świecie, ale jakiegoś fanfickowego blogaska. Moim faworytem pozostaje zdanie:

Budzono go o różnych porach, by zajął się klientami z zagranicy, którzy przyjeżdżali z różnych stref czasowych, więc budzenie w środku nocy nie było dla niego niczym nowym.

Muszę przyznać, że w tym momencie opadło mi wszystko, co tylko mogło opaść. Wciąż nie mogę uwierzyć, że tego typu tłumaczenie zostało dopuszczone do druku i że mimo tak fatalnego języka, ludziom naprawdę podoba się ta powieść.

Ale to wina polskiego wydania, a nie autora. Wina autora z kolei jest przesycenie retrospekcjami, których miałam zwyczajnie dość, szczególnie że nie wszystkie były potrzebne i nie wszystkie popychały fabułę naprzód. Winą autora jest także „trzymanie w napięciu”, czyli wielokrotne powtarzanie tych informacji, za każdym razem jednak nieco wzbogacone, i urywane przed podaniem tych najważniejszych. W ten sposób najpierw dowiedziałam się, że kustosz był dziadkiem Sophie. Potem, że był jej dziadkiem, ale przestali ze sobą rozmawiać. Potem, że był jej dziadkiem, ale przestali ze sobą rozmawiać, bo zrobił coś strasznego. Ale co? O tym Brown napisał później: Sophie odkrywa piwnicę. Potem Sophie odkrywa piwnicę i widzi tam ludzi. Potem Sophie schodzi do piwnicy, widzi tam ludzi i właśnie to coś strasznego. Co takiego zobaczyła, opowiada dopiero przy końcu powieści. Wcześniej czytelnik wyobraża sobie, co tylko zechce. Trzymanie w napięciu generalnie jest fajne, ale nie w tym wydaniu. Im dłużej trwało takie zwodzenie, tym bardziej rosły we mnie dwa wrażenia. Pierwsze – że to COŚ STRASZNEGO wcale nie było tak straszne, a Sophie jest rozhisteryzowaną id… No, histeryzuje. Po drugie – że Brown ciągle nie wymyślił, co Sophie zobaczyła, więc urywa tę opowieść, by dać sobie trochę czasu na zastanowienie. Ostatecznie okazało się, że był to „tylko” rytuał seksualny, podczas gdy ja zdążyłam już wpaść na pomysł składania ofiar z ludzi w bardzo wymyślny sposób. A więc nie było tak strasznie.

Kolejny raz ręce opadły mi, kiedy Brown w końcu odkrył tożsamość Nauczyciela. Nie spodziewałam się aż tak banalnego rozwiązania, żeby połączyć dwie postacie w jedną. Naprawdę liczyłam, że ten Nauczyciel okaże się kimś więcej, kimś ciekawszym, kim będą kierowały jakieś mroczne albo chociaż interesujące pobudki. Niestety, rozwiązanie było tak klasyczne, że bardziej już się nie dało.

I żeby było już do bólu przewidywalnie: powieść kończy się (między innymi) pocałunkiem głównych bohaterów.

A teraz kwestia rzekomo najbardziej kontrowersyjna, czyli te wszystkie teorie spiskowe, które Brown przytacza i podobno propaguje: tutaj też bez fajerwerków. Brown nie napisał o niczym, o czym bym nie wiedziała i o czym powinien wiedzieć przeciętnie wykształcony człowiek. Oczywiście, na poziomie ogólnym, bez wchodzenia w szczegółowe znaczenie tych wszystkich symboli. Przecież niczym nowym nie jest fakt, że chrześcijaństwo opiera się na pogańskich zwyczajach, które z kolei zależały od sił natury i rytmu roku. Niczym nowym nie jest informacja, że kult kobiecości był powszechnym zjawiskiem wśród dawnych ludów. Nic zaskakującego nie ma w teorii innych ewangelii.

O co zatem tyle szumu?

Niestety, nie wiem. „Kod Leonarda da Vinci” to czytadło do bólu przeciętne i to pod każdym względem. Nie znalazłam w nim nic odkrywczego, nic ciekawego czy choć trochę zachwycającego. To zdecydowanie jedna z najsłabszych powieści, jakie przeczytałam w tym roku.

A na zakończenie cytat – jedyna scena, która nawet mi się spodobała. Szkoda tylko, że po drodze postać Teabinga tak bardzo się wysypała.

***

– W rzeczy samej, otworzę przed tobą tę bramę, wędrowcze – oznajmił Teabing – lecz najpierw muszę się przekonać, czy serce i zamiary masz czyste. Będzie to próba twojego honoru. Odpowiesz na trzy pytania.

Langdon jęknął, szepcząc Sophie na ucho:

– Wytrzymaj. Mówiłam, że ten facet to prawdziwe dziwadło.

– Pierwsze pytanie – obwieścił Teabing herkulesowym tonem. – Mam ci podać herbatę czy kawę?

Langdon znał opinię Teabinga o tym, co Amerykanie nazywają kawą.

– Herbatę – odparł. – Earl Grey.

– Doskonale. Teraz drugie pytanie. Mleko czy cukier?

Langdon zawahał się. 

– Mleko – szepnęła mu Sophie do ucha. – Anglicy chyba piją z mlekiem.

– Mleko – odparł Langdon. Cisza. – Cukier? – Teabing nie odpowiadał. – Chwileczkę! – Langdon przypomniał sobie teraz gorzki napój, który zaserwowano mu podczas ostatniej bytności w Chateau Villette, i zdał sobie sprawę, że pytanie jest podchwytliwe. – Cytryna! – stwierdził. – Earl Grey z cytryną.

– W rzeczy samej. – W głosie Teabinga słychać było teraz nieskrywane rozbawienie. – W końcu muszę zadać ci najtrudniejsze pytanie. – Przerwał i po chwili przemówił uroczystym tonem. – W ktorym roku wioślarz z Haravrdu ostatni raz pokonał oksfordczyka podczas regat w Hantley?

Langdon nie miał zielonego pojęcia, ale wyobrażał sobie tylko jeden powód, dla którego to pytanie zostało zadane.

– Jestem pewien, że taka farsa jeszcze się nie zdarzyła.

Usłyszeli szczęk zamka i po chwili brama stała już przed nimi otworem.

– Szczere masz zamiary i serce czyste, przyjacielu. Możesz wjeżdżać.

 

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Dan Brown, „Kod Leonarda da Vinci”

  1. Pingback: Czytelnicze podsumowanie 2014 roku « Natalia Kościńska

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s