Niech żyje Polska różnorodna!

Święto Niepodległości. W tym roku mówią, że świętujemy 100 lat niepodległości. Tylko że to nieprawda. Świętujemy setną rocznicę odzyskania niezależności po 123 latach zaborów – tylko i aż tyle.

Po 1918 roku przecież wolność straciliśmy jeszcze dwa razy. Najpierw przy agresji Niemiec i ZSRR w 1939 r., a potem, po zakończeniu wojny, na rzecz ZSRR. Tak naprawdę o niepodległości możemy mówić dopiero o 29 lat. Młodym krajem jesteśmy.

Z drugiej jednak strony rok 1918 był przełomowy. I to nie tylko dla nas. W tym czasie na mapę wróciły (lub pojawiły się po raz pierwszy) takie kraje jak Czechy, Słowacja, Estonia, Łotwa, Litwa, Finlandia i inne. W 1918 roku okazało się też, że obywatelami Polski są nie tylko mężczyźni – prawa wyborcze wywalczyły sobie także kobiety. Przy okazji – uwierzycie, że głosowanie Szwajcarkom umożliwiono dopiero w latach 70. XX w.? Ale tak właśnie było.  Dopiero od 100 lat kobiety w Polsce mogą głosować. 100 lat. Z jednej strony dużo, ale biorąc pod uwagę historię Polski i właściwie historię całej demokracji – przerażająco mało. Uzyskanie przez kobiety praw wyborczych nie zakończyło jednak walki o równouprawnienia. osobiście uważam, że dopiero ją rozpoczęło, dając wreszcie mocne narzędzie, by zmieniać rzeczywistość. Dzisiaj, po stu latach, mamy za sobą długą drogę i mnóstwo osiągnięć, ale także bardzo dużo pracy jest jeszcze przed nami.

Jednocześnie mam ze Świętem Niepodległości jeszcze jeden problem. Związany z tym, że rok temu uniwersytety rozsyłały do obcokrajowców maile z ostrzeżeniem, by nie wychodzili z domów 11 listopada.  Bo to niebezpieczne! Zresztą, co roku słyszę od grupy różnych ludzi, że 11 listopada to oni raczej zostają w domach. Bo się boją. Jest we mnie głęboki sprzeciw na to, że nasze wspólne święto zostaje zawłaszczone przez środowiska nacjonalistyczne i czasem wręcz faszystowskie. Że obchodzenie Dnia Niepodległości oznacza okrzyki „Polska dla Polaków!” i koszulki z napisem „Śmierć wrogom ojczyzny”. Nie zgadzam się na to i zgadzać się nie będę.

Polska nie jest niczyją własnością. Należy do nas wszystkich: do mnie i do ciebie. Oraz do tej Ukrainki z sąsiedniego bloku, która przyjechała tu pracować rok temu. A także do Hindusa, który założył tutaj rodzinę i od lat opłaca tu podatki. I do tego dziecka pochodzącego z polsko-kenijskiej rodziny. Do tych wszystkich, którzy zdecydowali, że w Polsce będzie ich dom. Polska należy do katolików, żydów, muzułmanów i ateistów. Do kobiet, do mężczyzn i do osób niebinarnych. Do osób hetero, homo i bi. Do nas wszystkich. Polska jest dobrem wspólnym, o które musimy dbać wszyscy – wszyscy razem. Dlatego też nie możemy być dla siebie wrogami, bo tylko pracując razem, możemy rozwijać Polskę. A rozwój Polski to większe, lepsze możliwości dla wszystkich jej mieszkańców. Świetny artykuł na ten temat pojawił się rok temu w Tygodniu Powszechnym – gorąco zachęcam do przeczytania. Chciałabym tutaj też przypomnieć, że lata największej świetności Polski przypadają na czas, kiedy była najbardziej wielokulturowa. Kiedy chronili się u nas ludzie prześladowani gdzie indziej.

Polska dzisiaj nie potrzebuje wielkich okrzyków czy ofiar z ludzi. Polska dzisiaj potrzebuje codziennego działania. Podniesienia papierka z ulicy. Uczciwego zapłacenia podatku. Wyciągnięcia ręki do potrzebującej osoby – nieważne, jakiej jest narodowości, orientacji seksualnego, czy jakiego boga wyznaje. To nie jest czas romantycznych wyznań i rzucania się na bagnety. Potrzebujemy tego traktowanego po macoszemu pozytywizmu i pracy u podstaw. Dzisiaj gloryfikujemy żołnierzy i dowódców, jednocześnie zapominając o rzeszy ludzi, dzięki którym ci żołnierze w ogóle mieli o co walczyć. Zapominamy o nauczycielach, o przedsiębiorcach, o „zwykłych” robotnikach, o sufrażystkach, o gospodyniach domowych, o dzieciach i młodzieży. gdyby wszyscy poszli na wojnę i wszyscy zginęli za ojczyznę – to kto by tę ojczyznę budował? Gloryfikacji żołnierzy ma jeszcze jedną wielką wadę. Tworzy obraz wojny jako czegoś pięknego, chwalebnego, podczas gdy jest po prostu straszna. Cierpią w niej wszyscy. Najbardziej ci najmniej winni.

Słuchałam wczoraj ostatniego przemówienia gen. Zbigniewa Ścibora-Rylskiego i mam wrażenie, że jego przesłanie nie zostało usłyszane – zwłaszcza przez tych, którzy w koszulkach z żołnierzami wyklętymi krzyczą o zatrzymaniu islamizacji Europy i którzy rzekomo tak cenią weteranów II wojny światowej.  Generał – uczestnik Powstania Warszawskiego – powiedział, że potrzebujemy szacunku. Jednakowego szacunku do wszystkich. Mówił też o tym, jakie to szczęście, że dzisiaj nie musimy przelewać krwi za nasz kraj. Chciałabym, żeby jego głos dotarł dzisiaj jak najdalej. Naszym zadaniem powinno być niedopuszczenie do kolejnej wojny. Uważam, że jesteśmy to winni tym wszystkim, którzy w wojnach zginęli. I może zamiast śpiewać piosenki wojskowe warto posłuchać, co do powiedzenia pod koniec lat 20. miał Tuwim.

Chciałabym, żebyśmy nauczyli się wreszcie celebrować polskość bez nienawiści czy poczucia (nieuzasadnionej) wyższości. Świętujmy setną rocznicę odzyskania niepodległości poprzez dobroć i szacunek dla drugiego człowieka. A jednocześnie: przeciwstawmy się mowie nienawiści, nacjonalizmowi, faszyzmowi i hasłom „Polska dla Polaków”. Niech żyje Polska różnorodna!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s